O. Grzegorz Kramer, jezuita: Zapominamy o tym, że w Kościele możemy się różnić poglądami, a spajać powinna nas Ewangelia

Maria Olecha-Lisiecka
Maria Olecha-Lisiecka
O. Grzegorz Kramer, jezuita: Zapominamy o tym, że w Kościele możemy się różnić poglądami, a spajać powinna nas Ewangelia
O. Grzegorz Kramer, jezuita: Zapominamy o tym, że w Kościele możemy się różnić poglądami, a spajać powinna nas Ewangelia ARC PPG
O buncie młodego pokolenia katolików, kryzysie wiary, potężnym kryzysie polskiego Kościoła, ale też o jego różnorodności oraz o tym, czy ów kryzys w Kościele zakończy się odchodzeniem wiernych czy też będzie szansą na katharsis, rozmawiam z o. Grzegorzem Kramerem SJ, jezuitą pochodzącym ze Śląska.

Ostatnio napisał ojciec na blogu, że chrześcijaństwo zaczyna się w momencie kryzysu, bardzo egzystencjalnego kryzysu. Ten kryzys w Kościele trwa i może, paradoksalnie, to szansa na jego odrodzenie?

Jako Kościół i ludzkość jesteśmy właściwie cały czas w kryzysie, bo dla Kościoła żaden czas nie był łatwy, zawsze z czymś trzeba było się mierzyć. A czy teraz jest szansa na odrodzenie? To trochę tak, jak w życiu: każdy kryzys jest szansą, ale wszystko zależy od tego, jak do niego podejdziemy. W momencie kryzysu: zdrowotnego, wiary, finansowego, zawodowego wiele osób traci nadzieję, niektórzy się załamują, a inni przeżywają swój kryzys jako wyzwanie i wtedy to jest szansa, dla Kościoła też.

A Kościół jak ten kryzys przeżywa? Choć głosów księży i świeckich katolików o odrodzeniu jest coraz więcej, to wciąż dominuje przekonanie, że to przycichnie przyschnie: protesty po wyroku TK, skandale związane z pedofilią.

Zrobiła pani fajne rozróżnienie, bo Kościół nie jest i nigdy nie był jednorodny, nigdy też taki nie będzie. Kościół - jak każda instytucja - jest krok za zwykłymi ludźmi, tak jest po prostu z instytucjami, wszystkimi. Instytucje próbują swój kształt i zasady funkcjonowania chronić, na ile się da. To jest związane z banalną prawdą o nas, ludziach, tworzących instytucje: nie lubimy zmian, dlatego zmiany w instytucjach przeprowadzić jest najtrudniej. Jeśli mówimy, że w Kościele jako instytucji są ludzie, którzy nie godzą się na pewne rzeczy, również złe, które nie współgrają z tym, jak dzisiaj żyjemy, jak zmienił się świat, to też pokazuje, jak rodzi się wewnętrzny kryzys, konflikt. Zawsze będą ludzie dążący do zmiany i to wcale nie dlatego, że chcą liberalizacji prawa czy zasad, ale wręcz przeciwnie: chcą prawdy i uczciwości.

Kościół ma świetne narzędzia, aby nie obrażać się na krzyk, na bunt, ale wykorzystując tę falę zapraszać do rozmowy. Wiara zawsze rodziła się w relacji, ze świadectwa.

Ludzi, którzy coraz głośniej mówią o prawdzie i uczciwości w Kościele, jest coraz więcej. To często świeccy członkowie Kościoła. Ich głos wybrzmiał przy okazji Strajku Kobiet, ale czy on zostanie usłyszany przez Kościół?

Myślę, że ten głos jest słyszany na każdym poziomie: hierarchii i katolików świeckich. Piszą o tym biskupi i ludzie świeccy. Pytanie, co my z tym głosem zrobimy? Reakcje są bardzo różne: od skrajnie krytykujących po głosy, że ludzie nareszcie zaczynają mówić. Ludzie mają więcej odwagi, więcej możliwości, żeby wyrażać swoje zdanie.

To, o czym wcześniej mówiło się w domach albo w wąskim gronie znajomych, teraz można napisać w mediach społecznościowych, także na temat Kościoła.

Tak, takiej możliwości jeszcze 20 lat temu nie mieliśmy. Mamy kanały, możliwości mówienia o rzeczach, o których mówiliśmy w małym gronie. To także przekłada się na wyrażanie opinii o Kościele. Zresztą Kościół zawsze o tym mówił, żeby być wolnym człowiekiem. Teraz wychowaliśmy to pokolenie, które mówić się nie boi. To bardzo dobrze.

To jest pokolenie zbuntowane, które nie przebiera w słowach i mówi wprost, co mu się nie podoba.

Bunt młodzieńczy jest dobry i potrzebny, ale mam wrażenie, że czasem młodym ludziom trzeba pomóc zrozumieć, co jest jego źródłem oraz jaki powinien być ich następny krok. Bunt to jedno, ale trzeba potem wziąć odpowiedzialność za ten bunt. Super, że mają odwagę, by zrobić hałas i zwracają uwagę na problemy, mówią, co dla nich jest ważne, ale pytanie, jak to przekierować na coś pozytywnego? Na krzyku nie da się niczego zbudować. Jak zagospodarować tę energię, aby nie zmarnować tego głosu, tej odwagi? To jest moim zdaniem kluczowe.

A może to właśnie wyzwanie dla Kościoła?

No tak, to na pewno rola ludzi Kościoła, o czym mówię od początku protestów. To troszeczkę jak w szkole: trzeba zapanować na hałasem, aby dzieci nawzajem zaczęły siebie słuchać, a potem trzeba zadać im pytanie: co z tym zrobimy? Jaki macie pomysł? I można zacząć rozmowę. Ja moim uczniom mówię zawsze: nie narzucam wam rozwiązania, wspólnie zastanówmy się, co z waszym krzykiem możemy zrobić. Bardzo często w tłumie protestujących słychać sprzeczne postulaty: jest mowa o wolności, ale co by miała ona znaczyć, jeśli zabiera wolność innych ludzi, albo ją ogranicza? Brakuje na pewno kogoś, kto wytłumaczyłby protestującym młodym ludziom, że kolejnym krokiem jest odpowiedzialność. I nie chodzi tutaj o karę, bo odważyli się zabrać głos, ale o dojrzałość, że wszystko ma swoje konsekwencje.

Kościół stracił umiejętność rozmowy z wiernymi. Hierarchowie przemawiają. Z drugiej strony, Kościół nauczył się milczeć, zwłaszcza na tematy niewygodne, bolesne. Milczeć, czyli przeczekać aż sprawa przycichnie. Ani tu, ani tu nie ma miejsca na dialog.

Rozumiem, co pani mówi, bo taka postawa dialogu i słuchania jest mi bliska, ale trzeba być realistą. Czy w mówieniu, że Kościół zatracił umiejętność rozmowy nie ma idealizmu? Zawsze się zastanawiam, jak ten dialog miałby wyglądać w praktyce. Ja jestem praktykiem i bardzo chcę rozmawiać, ale wiele razy przekonałem się, że z tym dialogiem wcale nie jest tak łatwo. Podam taki przykład: byłem przez trzy lata proboszczem. Kiedy nim zostałem, to wyobrażałem sobie, że skoro słyszałem, że w Kościele nikt z nikim nie rozmawia, nie ma dialogu, głos wiernych jest pomijany, to ja będę inaczej działał w parafii. Zrobiłem spotkania otwarte, aby ludzie przyszli i powiedzieli, czego im brakuje, co by chcieli zmienić. Przychodziło osiem osób. Troszkę chyba mamy w naturze to, że lubimy krzyczeć, a potem, kiedy trzeba się spotkać i pogadać, to nie ma z kim. Podobnie jest w mediach społecznościowych, kiedy czytam komentarze skierowanie do mnie, że jestem częścią organizacji, która tuszuje zło, odpisuję, zapraszam na rozmowę telefoniczną lub osobistą, to nie ma dalej reakcji.

_Bunt młodzieńczy jest dobry i potrzebny, ale mam wrażenie, że czasem młodym ludziom trzeba pomóc zroz

Jan Błachowicz, konferencja mistrza UFC

Wideo

Materiał oryginalny: O. Grzegorz Kramer, jezuita: Zapominamy o tym, że w Kościele możemy się różnić poglądami, a spajać powinna nas Ewangelia - Dziennik Zachodni

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie